Blog

Politycznie…

Ostatnio wydarzeń w kraju nam nie brakuje. Wydarzeń, które mniej lub bardziej związane są z polityką. Katastrofa lotnicza, powódź, wybory, zamieszanie z krzyżem. Wytrzymałość polskiego społeczeństwa jest w tej całej sytuacji jak balon, do którego codziennie wdmuchiwane jest powietrze – spory polityczne, społeczne, religijne. Jednak napięcie jest już tak wielkie, że pęknięcie tego balona może nastąpić w każdej chwili. Politycy wszelkich opcji głowią się jak by tu tego powietrza trochę spuścić, ale zamiast tego nadmuchują go jeszcze bardziej.

Co może się stać po pęknięciu balonu? Może powstać dobry grunt pod nową formację polityczną, która skupi ludzi o poglądach będących nieco w cieniu – centrolewicowych. Przy kłótniach na prawicy i nie do końca przewidywalnej drodze SLD, robi się miejsce na liberalną lewicę demokratyczną.

A teraz trochę sobie pomarzę… Widziałbym w tej nowej formacji liderów w postaci ludzi myślących, a jednocześnie takich, którzy mają realny wpływ na polskie społeczeństwo (także albo głównie za pomocą mediów). Janusz Palikot wraz z bardziej lewicową frakcją z PO (znalazłoby się co najmniej kilkoro posłów, którzy mają dość kierunku, w którym zmierza Platforma), do tego Marek Borowski z zapomnianą już dzisiaj SdPL, a na deser jeszcze bardziej zapomniana Partia Demokratyczna (demokraci.pl). Jeśli tylko nie zapomną o swoich liberalnych poglądach społecznych i nie będą psuć gospodarki – jest to dla mnie wymarzona partia (w obecnej sytuacji sceny politycznej).

Pomarzyć wolno 😉 Dlatego mocno kibicuję temu balonowi – żeby w końcu pękł. A pomóc w tym może ośmieszanie się środowisk PiSowskich z obrońcami krzyża i zwolennikami teorii spiskowych na czele.

Co ciekawi mnie w muzyce?

Zastanawialiście się kiedyś jakie czynniki powodują, że lubicie jakiś utwór? Dlaczego jest tak, że po pierwszym przesłuchaniu jakiejś piosenki jesteście w stanie zachwycić sie nią? W moim przypadku czynnikiem podstawowym jest zaskoczenie.

Muzyka

Najwięcej uwagi podczas słuchania piosenki poświęcam muzyce. W zasadzie jestem w stanie bardzo polubić coś, co ma banalny tekst o niczym, ale jest genialnie skomponowane. Zresztą tekst nawet nie musi istnieć. Muzyka bardzo wielu popowych utworów napisana jest według schematu. Po usłyszeniu kilku dźwięków jestem w stanie przewidzieć jakie będą kolejne. Niestety zwykle taki utwór łatwo się sprzeda i wpadnie ludziom w ucho. Bo czyż nie lubimy bardziej czegoś, co już znamy? Błąd! Może jest to przepis na krótkotrwały hit, ale nie na długo pamiętane dzieło. Takich utworów niesztampowych jest wiele w jazzie, no i oczywiście w muzyce poważnej. Ale na szczęście nie tylko. Czy byłoby ciekawie gdyby teraz 100 procent popularnej muzyki brzmiało jak od Timbalanda?

Tekst

Dla wielu – sens piosenki, dla mnie – ciekawy dodatek. Słowa budują historię i przekazują jakieś myśli. Ale czy na pewno zawsze tekst musi mieć głęboki sens?

W piosenkach jest trochę jak w filmach. A w nich szukam oryginalnej historii, niesamowitej, nietuzinkowej i pozostawiającej coś po sobie w głowie. Nie lubię opowieści o życiu codziennym, o wielkich problemach, które widzę na co dzień u siebie lub w moim otoczeniu. Szukam czegoś innego. Podobnych rzeczy szukam w tekście piosenki – nieprawdopodobnej historii lub abstrakcji – gry słów lub zabawy słowami.

Żeby lepiej zobrazować to o czym mówię, podam przykład utworu „Lemur” zespołu Kury. Tekst jest o niczym, historia nie ma większego sensu, ale od początku do samego końca czekam w napięciu na kolejne słowa. Zabawa słowem to także domena zespołu Pogodno. W ich przypadku nie trzeba szukać konkretnego utworu – można coś wybrać na chybił trafił.

Kula się Prój Skaj statek
(Krzywo, ale)
Kula się Prój Skaj statek
Prosto, ale trzyma się
Folio, ale port nie wie gdzie

To jest właśnie to, czego szukam w muzyce, co powoduje, że mogę słuchać czegoś wielokrotnie i trudno o znudzenie. A co jest dla Was najważniejsze w ciekawej piosence? Czekam na komentarze.

Jestem jak Fin, czyli słowo o języku angielskim

Języka angielskiego uczę się od wielu lat. W dzisiejszych czasach jego znajomość jest bezdyskusyjnie przydatna, a często wręcz wymagana. Większość młodych Polaków uczy lub uczyła się tego języka na różne sposoby w swoim życiu. W szkole kładzie się największy nacisk na znajomość zasad języka – gramatyki, poprawnej ortografii i wymowy. Jednak przy formułowaniu myśli w tym języku pojawiają się problemy. Ja miałem stosunkowo niewiele do czynienia z tym językiem na co dzień w mowie. Więcej – w piśmie, szczególnie korzystając z Internetu. Dlatego nie mam problemu z poprawnym pisaniem po angielsku, czy też ze zrozumieniem artykułów, które czytam.
Ostatnio, próbując uczyć się podstaw języka fińskiego, natrafiłem na ciekawy artykuł, napisany przez Fina, a dotyczący znajomości języka angielskiego przez Finów. Pisze on:

„(…) in a typical conversation between people from different nations, the Finn is still trying to formulate his first grammatically correct sentence when others have changed the topic a few times”,

czyli:

„(…) w typowej rozmowie między ludźmi o różnej narodowości, Fin jeszcze ciągle składa swoje pierwsze gramatycznie poprawne zdanie, podczas gdy inni zdążyli już zmienić temat wiele razy”.

To zdanie doskonale oddaje to, co czuję podczas rozmów po angielsku. Jest to o tyle ważne, że ten język jest w mojej pracy podstawowym językiem komunikacji z pracownikami z innych krajów, a takie kontakty są częste.
Podobieństw między Polakami i Finami w kwestii nauki języków jest sporo. Nacisk na poprawność gramatyczną, na poprawność (mniej więcej) wymowy. Mamy też wyrazy, tzw. „false friends”, które brzmią podobnie w angielskim, jak i w polskim/fińskim, ale znaczą coś innego. Jednak zdecydowanie lepiej jest u Finów z osłuchaniem się języka angielskiego. Przede wszystkim, filmy w telewizji są tam nadawane w oryginale, z podpisami. W Polsce niestety jest to ciągle wyjątkiem.

Jeśli chcecie wiedzieć więcej – zajrzyjcie na wyżej zlinkowaną stronę.