Blog

Kim jestem?

Zain­spi­ro­wa­ny ostat­ni­mi dys­ku­sja­mi, posta­no­wi­łem uze­wnętrz­nić się tro­chę. A dokład­niej — uze­wnętrz­nić swo­je poglą­dy na kil­ka pod­sta­wo­wych tema­tów.

Posta­ram się okre­ślić, czę­ścio­wo ska­te­go­ry­zo­wać. I cho­ciaż w wie­lu spra­wach musiał­bym się oprzeć na zbio­rach roz­my­tych, to w innych kwe­stiach moje poglą­dy są jed­no­znacz­ne.

Jestem libe­ral­nym lewi­cow­cem, lewi­co­wym libe­ra­łem
Co to ozna­cza? Coś, cze­go w dzi­siej­szej poli­ty­ce tak napraw­dę nie ma. Z jed­nej stro­ny libe­ral­ny sto­su­nek do wol­no­ści poglą­dów (o ile nie gło­szą nie­na­wi­ści i nie są zagro­że­niem dla ludzi), wol­no­ści gospo­dar­czej, a z dru­giej — ochro­na tych, któ­rzy z pew­nych przy­czyn nie mogą być zda­ni tyl­ko na sie­bie.

Jestem wykształ­ciu­chem i łże-eli­tą
Uwa­żam się za oso­bę inte­li­gent­ną, mają­cą swo­je zda­nie i potra­fią­cą to zda­nie uar­gu­men­to­wać. Nie jestem dobrym mate­ria­łem do pra­nia mózgu, gdyż poglą­dy bez argu­men­tów do mnie nie prze­ma­wia­ją. Jestem dum­ny z tego kim jestem, a zawdzię­czam to mię­dzy inny­mi wykształ­ce­niu, śro­do­wi­sku, w któ­rym się obra­cam i tym, jak moje życie się poto­czy­ło.

Jestem oby­wa­te­lem świa­ta
Nie czu­ję się „cho­rym” patrio­tą, któ­re­go wize­ru­nek budu­ją pol­skie śro­do­wi­ska nacjo­na­li­stycz­no-kato­lic­kie. Czu­ję się zwią­za­ny z Pol­ską na swój spo­sób. Wal­czył­bym o nie­pod­le­głość, gdy­by wro­gie mocar­stwo na ten kraj napa­dło. Nie czu­ję się jed­nak kimś lep­szym ze wzglę­du na naro­do­wość. Nie czu­ję się też oby­wa­te­lem kra­ju, któ­ry ma cier­pieć za wszyst­kich, któ­ry roz­pa­mię­tu­je swo­ją „męczeń­ską histo­rię” z dumą i wyż­szo­ścią. Miej­sce, w któ­rym żyję jest zmien­ne, a dom jest tam, gdzie aktu­al­nie prze­by­wam.

Jestem homo­fi­lem
Homo­sek­su­alizm nie jest niczym nowym. Nie jest też cho­ro­bą — raczej czymś natu­ral­nym. Homo­sek­su­ali­sta nie jest gwał­ci­cie­lem, nie upra­wia sek­su na uli­cach, nie pod­ry­wa wszyst­kich dooko­ła. Jest kimś takim jak hete­ro­sek­su­ali­sta. Jego zacho­wa­nie nie odbie­ga od nor­my, po pro­stu kocha oso­bę tej samej płci. W taki sam spo­sób jak hete­ro. Dla­cze­go mam nie­na­wi­dzić lub bać się oso­by homo­sek­su­al­nej? Homo­sek­su­ali­ści nie zro­bi­li mi nic złe­go.

Jestem ate­istą i anty­kle­ry­ka­łem
Nie wie­rzę w żad­ne­go boga, nie wie­rzę w siły nad­przy­ro­dzo­ne. Naj­częst­szym pyta­niem osób wie­rzą­cych jest „sko­ro jesteś ate­istą i nie wie­rzysz w boga, to w co wie­rzysz?”. Wia­ra — czym­kol­wiek by była — nie jest mi do życia potrzeb­na. Czu­ję się szczę­śli­wy bez tego. Nie ozna­cza to jed­nak nego­wa­nia uczuć, czy sfe­ry „ducho­wej”. Dla mnie ta sfe­ra jest czę­ścią psy­chi­ki. Ludz­ka psy­chi­ka jest nie­sa­mo­wi­cie cie­ka­wa, róż­no­rod­na i nie do koń­ca pozna­na. Pozna­wa­nie wła­snej psy­chi­ki jest dla mnie celem życia — celem samym w sobie.

Oprócz tego wszyst­kie­go — jestem czło­wie­kiem, jed­nost­ką, indy­wi­du­al­no­ścią — tak jak każ­dy miesz­ka­niec tej pla­ne­ty. Pew­ne spra­wy da się zaszu­flad­ko­wać, ale na szczę­ście nie wszyst­kie. Bar­dzo lubię dys­ku­sje i nie boję się żad­nych tema­tów. Jeśli chce­cie się o tym prze­ko­nać — pisz­cie 🙂

Faszystowskie ucho

Tajem­ni­cą poli­szy­ne­la (wśród moich zna­jo­mych) jest kwe­stia moich upodo­bań muzycz­nych oraz muzycz­ne­go cze­pial­stwa. Nie okre­ślam się jako wiel­ki znaw­ca muzy­ki, ale swo­ją opi­nię argu­men­tu­ję zwy­kle w logicz­ny spo­sób.

Moja dro­ga pro­wa­dzi­ła przez bar­dzo wie­le gatun­ków, wie­le kapel i wyko­naw­ców. To wszyst­ko mia­ło spo­ry wpływ na moje obec­ne postrze­ga­nie muzy­ki. Nie bez wpły­wu była tak­że edu­ka­cja w Pań­stwo­wej Szko­le Muzycz­nej, cho­ciaż tyl­ko pierw­sze­go stop­nia. Szko­ła muzycz­na wpo­iła mi wie­le zasad, dzię­ki któ­rym nie­co ina­czej postrze­gam muzy­kę niż zwy­kły słu­chacz. To nie jest w żad­nym wypad­ku kwe­stia gustów muzycz­nych, raczej cho­dzi o wyła­py­wa­nie nie­do­sko­na­ło­ści. Dzię­ki takiej edu­ka­cji (i słu­cho­wi muzycz­ne­mu) sły­szę, że ktoś śpie­wa lek­ko pod czy nad dźwię­kiem. Jako, że czę­sto moi zna­jo­mi tego nie sły­szą — zosta­łem nazwa­ny „faszy­stow­skim uchem” ;-).

Czy jest to powód do chwa­le­nia się? I tak, i nie. Z jed­nej stro­ny faj­nie być „lepiej sły­szą­cym”, rozu­mieć opi­nie pro­fe­sjo­nal­nych juro­rów w roz­ma­itych kon­kur­sach muzycz­nych, czę­sto się z nimi zga­dzać, ale jed­no­cze­śnie mieć wła­sne subiek­tyw­ne zda­nie. Z dru­giej stro­ny — słu­cha­nie muzy­ki ma być przy­jem­no­ścią, roz­ryw­ką, cza­sem pozba­wio­ną myśle­nia i ana­li­zo­wa­nia. Gdy słu­cham pro­fe­sjo­nal­nie zaśpie­wa­ne­go i nagra­ne­go utwo­ru — jest to dla mnie miła i przy­jem­na roz­ryw­ka. Potra­fię się uspo­ko­ić i zająć tyl­ko słu­cha­niem. Gdy jed­nak sły­szę nie­do­cią­gnię­cia — nie potra­fie tego zigno­ro­wać i cały nastrój tra­fia szlag. Chciał­bym umieć to w nie­któ­rych momen­tach wyłą­czyć.

Zupeł­nie inną kwe­stią jest gust muzycz­ny — deli­kat­ny i subiek­tyw­ny temat. Lubię, gdy muzy­ka mnie zaska­ku­je, lecz jed­no­cze­śnie eks­pe­ry­men­ty nie mogą posu­wać się za dale­ko. Jeśli muzy­ka mnie nie zaska­ku­je, ale jest przy­jem­na dla ucha (i pro­fe­sjo­nal­nie nagra­na) — tak­że mogę jej słu­chać, nie prze­szka­dza mi ona. Nato­miast nie potra­fię znieść muzy­ki zbyt banal­nej, a jed­no­cze­śnie hołu­bio­nej przez rze­sze ludzi, któ­rym słoń nadep­nął na ucho. Jaki poziom arty­stycz­ny ma utwór, któ­re­go pod­kład skła­da się z 5-sekun­do­we­go zapę­tlo­ne­go frag­men­tu jakie­goś popo­we­go utwo­ru, z doda­nym naj­prost­szym bitem wyge­ne­ro­wa­nym w 30 sekund za pomo­cą kom­pu­te­ra? Do tego doda­je­my tekst narze­ka­ją­cy na obec­ne cza­sy, z ryma­mi czę­sto­chow­ski­mi lub nawet bez rymów, mik­su­je­my to „jak leci” i wyda­je­my jako genial­ny utwór hipho­po­wy. Dopó­ki więk­szość pol­skie­go hipho­pu będzie brzmia­ło wła­śnie tak — dopó­ty nie będę potra­fił go dobrze oce­nić. Są oczy­wi­ście wyjąt­ki, uta­len­to­wa­ni muzy­cy i „rymo­kle­ci”, któ­rzy udo­wad­nia­ją, że potra­fią stwo­rzyć coś nie­ba­nal­ne­go. I takim nale­żą się bra­wa.