Faszystowskie ucho

Tajemnicą poliszynela (wśród moich znajomych) jest kwestia moich upodobań muzycznych oraz muzycznego czepialstwa. Nie określam się jako wielki znawca muzyki, ale swoją opinię argumentuję zwykle w logiczny sposób.

Moja droga prowadziła przez bardzo wiele gatunków, wiele kapel i wykonawców. To wszystko miało spory wpływ na moje obecne postrzeganie muzyki. Nie bez wpływu była także edukacja w Państwowej Szkole Muzycznej, chociaż tylko pierwszego stopnia. Szkoła muzyczna wpoiła mi wiele zasad, dzięki którym nieco inaczej postrzegam muzykę niż zwykły słuchacz. To nie jest w żadnym wypadku kwestia gustów muzycznych, raczej chodzi o wyłapywanie niedoskonałości. Dzięki takiej edukacji (i słuchowi muzycznemu) słyszę, że ktoś śpiewa lekko pod czy nad dźwiękiem. Jako, że często moi znajomi tego nie słyszą – zostałem nazwany „faszystowskim uchem” ;-).

Czy jest to powód do chwalenia się? I tak, i nie. Z jednej strony fajnie być „lepiej słyszącym”, rozumieć opinie profesjonalnych jurorów w rozmaitych konkursach muzycznych, często się z nimi zgadzać, ale jednocześnie mieć własne subiektywne zdanie. Z drugiej strony – słuchanie muzyki ma być przyjemnością, rozrywką, czasem pozbawioną myślenia i analizowania. Gdy słucham profesjonalnie zaśpiewanego i nagranego utworu – jest to dla mnie miła i przyjemna rozrywka. Potrafię się uspokoić i zająć tylko słuchaniem. Gdy jednak słyszę niedociągnięcia – nie potrafie tego zignorować i cały nastrój trafia szlag. Chciałbym umieć to w niektórych momentach wyłączyć.

Zupełnie inną kwestią jest gust muzyczny – delikatny i subiektywny temat. Lubię, gdy muzyka mnie zaskakuje, lecz jednocześnie eksperymenty nie mogą posuwać się za daleko. Jeśli muzyka mnie nie zaskakuje, ale jest przyjemna dla ucha (i profesjonalnie nagrana) – także mogę jej słuchać, nie przeszkadza mi ona. Natomiast nie potrafię znieść muzyki zbyt banalnej, a jednocześnie hołubionej przez rzesze ludzi, którym słoń nadepnął na ucho. Jaki poziom artystyczny ma utwór, którego podkład składa się z 5-sekundowego zapętlonego fragmentu jakiegoś popowego utworu, z dodanym najprostszym bitem wygenerowanym w 30 sekund za pomocą komputera? Do tego dodajemy tekst narzekający na obecne czasy, z rymami częstochowskimi lub nawet bez rymów, miksujemy to „jak leci” i wydajemy jako genialny utwór hiphopowy. Dopóki większość polskiego hiphopu będzie brzmiało właśnie tak – dopóty nie będę potrafił go dobrze ocenić. Są oczywiście wyjątki, utalentowani muzycy i „rymokleci”, którzy udowadniają, że potrafią stworzyć coś niebanalnego. I takim należą się brawa.

  • misiuziu

    Faszystowskie ucho! Dobre.

    Kamilu, pod względem słuchu muzycznego mi imponujesz. I to jest powód do dumy.

    A jak tam nowa płyta Łony?

  • EChO

    Nowa płyta Łony jest całkiem fajna. Jeszcze za mało słuchałem, ale poziomem dorównuje dwóm poprzednim. Jest to jeden z niewielu raperów w Polsce, których podziwiam 🙂

  • paulina6735

    Co do hiphopu zdecydowanie się z Tobą zgadzam.
    Kto Cię nazwał „faszystowskim uchem”?
    P.S. Fajnie, że napisałeś coś nareszcie 😉

  • Cila

    Hymm…no więc wychodzi na to, że to ja jestem autorką „Faszystowskiego Ucha” :), które czasami wierci dziurę w całym gdy wspólnie tworzymy „coś dźwiękowego”.Dzięki temu jednak efekty są bardziej dopracowane, wiec nie zmieniaj się Kamilu.