Herbata — co i jak

Her­ba­ta jest napo­jem, któ­ry towa­rzy­szy nam na co dzień. Nie­wie­le jest jed­nak osób, któ­re przy­wią­zu­ją wagę do tego co i jak piją. Kupu­je­my eks­pre­sów­ki, her­bat­ki sma­ko­we, czy też zio­ło­we. Kie­dyś na porząd­ku dzien­nym były tanie her­ba­ty gra­nu­lo­wa­ne, moc­ne i gorz­kie. Na szczę­ście są one coraz mniej uży­wa­ne.

Jeśli myśli­cie, że o her­ba­cie nie ma co pisać, że jest to napój banal­ny — bar­dzo się myli­cie. Nie będę już wspo­mi­nał o azja­tyc­kich cere­mo­niach picia her­ba­ty, czy też czcze­niu tego napo­ju pra­wie jak nek­ta­ru bogów. War­to jed­nak wie­dzieć co nale­ży zro­bić, żeby z tego napo­ju wydo­być mak­si­mum jego war­to­ści sma­ko­wych i odżyw­czych.

Krzew her­ba­cia­ny ma tyl­ko 2 odmia­ny — chiń­ska (Camel­lia sinen­sis) oraz asam­ska (Camel­lia assa­mi­ca). O róż­no­rod­no­ści typów her­ba­ty świad­czą inne czyn­ni­ki — rodzaj zbie­ra­nych liści (i spo­sób obcho­dze­nia się z nimi), czy też czyn­no­ści, któ­rym pod­le­ga­ją liście w dal­szym pro­ce­sie (susze­nie, fer­men­ta­cja, pra­że­nie). Każ­dy z rodza­jów her­ba­ty rzą­dzi się wła­sny­mi pra­wa­mi parze­nia.

Her­ba­ta czar­na — naj­po­pu­lar­niej­sza odmia­na, przy­naj­mniej w Euro­pie. Jest ona skrę­ca­na, fer­men­to­wa­na i suszo­na.
Do parze­nia sypie­my jed­ną łyżecz­kę (ok. 2,5–3g) tej her­ba­ty na fili­żan­kę (200–250ml), a zale­wa­my wodą pra­wie wrzą­cą, czy­li ok. 95C (woda dopie­ro co zago­to­wa­na w czaj­ni­ku elek­trycz­nym nada­je się w sam raz). Co waż­ne (i to w parze­niu wszyst­kich rodza­jów her­ba­ty) — parzy­my ją w dzban­ku, któ­ry musi­my pod­grzać, naj­le­piej prze­płu­ku­jąc ją wrząt­kiem przed wsy­pa­niem her­ba­ty. Czar­ną her­ba­tę parzy­my 3–5 minut — 3-minu­to­wa pobu­dza, 5-minu­to­wa uspo­ka­ja.

Her­ba­ta zie­lo­na — nie pod­le­ga fer­men­ta­cji, lecz jedy­nie susze­niu. Pije się ją głów­nie we wschod­niej Azji, cho­ciaż jej popu­lar­ność u nas wzra­sta ostat­ni­mi cza­sy.
Żeby ją dobrze zapa­rzyć, nie może­my iść po linii naj­mniej­sze­go opo­ru i zalać jej wrząt­kiem. Woda powin­na mieć oko­ło 70–80C, a her­ba­ty na fili­żan­kę nie­co wię­cej — pół­to­rej łyżecz­ki (ok. 5g). Parzy­my tyl­ko 2–3 minu­ty, gdyż parzo­na dłu­żej sta­je się gorz­ka i tra­ci swój smak. Nie­któ­re odmia­ny zie­lo­nej, np. japoń­ską Ban­chę parzy się tyl­ko minu­tę.

Her­ba­ta czer­wo­na (pu-erh) — tak­że coraz bar­dziej popu­lar­na u nas, szcze­gól­nie pu-erh.
Podob­nie jak czar­ną, parzy­my 1 łyżecz­kę na fili­żan­kę, pra­wie wrząt­kiem (95C), lecz nie­co dłu­żej — do 7 minut. Pu-erh jest zna­ny jako her­ba­ta „na odchu­dza­nie”, lecz nie prze­sa­dzaj­my z tą wła­ści­wo­ścią. Fak­tycz­nie poma­ga ona spa­lać tłuszcz, gdy jest pita w ilo­ści co naj­mniej 1 litr dzien­nie.

Her­ba­ta czer­wo­na (oolong) — kie­dyś dość popu­lar­na w Pol­sce, teraz rza­dziej dostęp­na. Ten rodzaj jest krót­ko fer­men­to­wa­ny, dodat­ko­wo przed fer­men­ta­cją list­ki są umiesz­cza­ne w wikli­no­wym koszu i potrzą­sa­ne tak, żeby dopro­wa­dzić do otar­cia ich brze­gów.
Ten rodzaj her­ba­ty parzy­my ok. 5 minut w tem­pe­ra­tu­rze 90–95C, sypiąc 1 łyżecz­kę liści na fili­żan­kę.

Her­ba­ta bia­ła (Pai Mu Tan) — mało zna­na u nas, lecz cenio­na w Azji. Powsta­je z mło­dych pącz­ków krze­wu, zbie­ra­nych wio­sną. Następ­nie list­ki pod­da­je się susze­niu.
Postę­pu­je­my z nią podob­nie jak z zie­lo­ną. Pół­to­rej łyżecz­ki na fili­żan­kę, zale­wa­my prze­stu­dzo­ną wodą (70–80C), ale parzy­my ok. 7 minut.

Her­ba­ta żół­ta — jesz­cze mniej zna­na niż bia­ła. Powsta­je w wyni­ku krót­kiej fer­men­ta­cji liści her­ba­ty wyso­kie­go gatun­ku, po czym jest suszo­na. Jest to rary­tas, pro­du­ko­wa­ny tyl­ko w Chi­nach i bar­dzo trud­no dostęp­ny w skle­pach w Euro­pie.
Żół­tą her­ba­tę parzy się tyl­ko raz, wodą o tem­pe­ra­tu­rze 90C, przez oko­ło 3 minu­ty. Jej smak jest bar­dzo sub­tel­ny i deli­kat­ny, nie­po­rów­ny­wal­ny z inny­mi.

Inna cie­ka­wa her­ba­ta to Lap­sang souchong, czy­li her­ba­ta wędzo­na na drze­wie sosno­wym lub cedro­wym. Ma moc­ny, spe­cy­ficz­ny smak i zapach. Jest bar­dzo czę­sto pita z mle­kiem. Parzy się ją tak samo jak czar­ną.

Her­ba­tę powin­no się pić bez cukru, czy­stą lub z dodat­ka­mi (cyna­mon, imbir, kar­da­mon) — w zależ­no­ści od wła­snych upodo­bań. Moż­na też pić czar­ną, moc­ną her­ba­tę po angiel­sku, czy­li z mle­kiem. Nale­ży jed­nak pamię­tać, że to her­ba­tę wle­wa się do mle­ka, a nie odwrot­nie.

To są pod­sta­wo­we meto­dy parze­nia her­ba­ty. Jed­nak każ­dy miło­śnik tego napo­ju powi­nien sam dosto­so­wać jego smak do swo­ich upodo­bań. Jak mawiał słyn­ny japoń­ski mistrz Rikyu — „Przy­go­to­wuj her­ba­tę z wody czer­pa­nej z nie­zmie­rzo­nych głę­bin twe­go ser­ca, wte­dy her­ba­ta sta­nie się praw­dzi­wym prze­ży­ciem”. Tego wła­śnie Wam życzę. Zapra­szam też do podzie­le­nia się Waszy­mi ulu­bio­ny­mi rodza­ja­mi her­ba­ty w komen­ta­rzach.

eiobaArty­kuł ten umie­ści­łem też w ser­wi­sie eio​ba​.pl, gdzie został wyróż­nio­ny jako „Arty­kuł dnia” 🙂