Czego brakuje w polskiej polityce?

Pol­ska poli­ty­ka, jaka jest — każ­dy widzi. Podział na pra­wi­cę i lewi­cę prze­stał być aktu­al­ny już kil­ka lat temu. Obec­na „pra­wi­ca” wywo­dzą­ca się z Soli­dar­no­ści, jest ze sobą skłó­co­na, podob­nie jak i lewi­ca, któ­rej rów­nież nie omi­nę­ły podzia­ły. Po 20 latach od zmia­ny ustro­ju nasze­go kra­ju na demo­kra­tycz­ny, nie ma już miej­sca na histo­rycz­ny podział sce­ny poli­tycz­nej na post­ko­mu­ni­stów i post­so­li­dar­no­ściow­ców. Dzi­siaj coraz bar­dziej widocz­ny jest podział na libe­ra­łów i kon­ser­wa­ty­stów. Jed­nak dla spo­rej czę­ści spo­łe­czeń­stwa, szcze­gól­nie tej z więk­szych miast, cze­goś bra­ku­je. Podob­nie jest ze mną. Bra­ku­je par­tii libe­ral­no-libe­ral­nej.

Libe­ral­ność i kon­ser­wa­tyzm moż­na roz­pa­try­wać w dwóch kate­go­riach — gospo­dar­czej i świa­to­po­glą­do­wej. Libe­ra­lizm gospo­dar­czy jest pro­pa­go­wa­ny naj­czę­ściej przez par­tie pra­wi­co­we. Lecz pro­ble­mem jest zwy­kle to, że te libe­ral­ne par­tie pra­wi­co­we są jed­no­cze­śnie kon­ser­wa­tyw­ne świa­to­po­glą­do­wo. Nie jestem ani poli­to­lo­giem, ani histo­ry­kiem i praw­dę mówiąc nie wiem skąd się wziął kon­ser­wa­tyw­ny libe­ra­lizm. Jest to dla mnie nie­lo­gicz­ne, że zwo­len­ni­cy pra­wie nie­ogra­ni­czo­nej wol­no­ści gospo­dar­czej, jed­no­cze­śnie takiej wol­no­ści w kwe­stiach spo­łecz­nych nie akcep­tu­ją. Lewi­ca obja­wia się nato­miast jako coś prze­ciw­ne­go — libe­ra­lizm świa­to­po­glą­do­wy i „kon­ser­wa­tyzm” gospo­dar­czy, czy­li duża rola pań­stwa w gospo­dar­ce. Inny­mi sło­wy — każ­dy oby­wa­tel jest wol­ny w swo­ich prze­ko­na­niach spo­łecz­nych, nikt mu nicze­go nie narzu­ca — oprócz zarzą­dza­nia wła­sny­mi pie­niędz­mi. Bo pań­stwo wie lepiej. Kolej­na sprzecz­ność.

Sam jestem zwo­len­ni­kiem libe­ral­no-libe­ral­ne­go podej­ścia, któ­re­go w Pol­sce nie widać. Każ­dy czło­wiek powi­nien mieć moż­li­wość wybo­ru wła­snej dro­gi życia. I o ile jest ona zgod­na z pra­wem i nie szko­dzi innym ludziom — powin­na być moż­li­wa. Rola pań­stwa przy takim podej­ściu jest ogra­ni­czo­na, lecz nie jest moż­li­we cał­ko­wi­te wyeli­mi­no­wa­nie nie­któ­rych insty­tu­cji. Co wię­cej — nie da rady, jak na razie, wpro­wa­dzić bar­dziej rewo­lu­cyj­nych zmian (np. cał­ko­wi­ta likwi­da­cja ZUSu i publicz­nej służ­by zdro­wia). Mimo tego, że teo­re­tycz­nie było­by to bar­dzo dobre, potrze­ba mądre­go spo­so­bu na okres przej­ścio­wy, a takie­go dotych­czas nikt nie wymy­ślił. Innym prze­ja­wem libe­ra­li­za­cji był­by praw­dzi­wy roz­dział Kościo­ła, i w ogó­le wszel­kich orga­ni­za­cji reli­gij­nych, od pań­stwa. Trak­to­wa­nie tych orga­ni­za­cji jak wszyst­kich innych.

Myśląc stan­dar­do­wy­mi kate­go­ria­mi podzia­łu par­tii, naj­bli­żej temu podej­ściu była­by cen­tro-lewi­ca. Z obec­nej sce­ny poli­tycz­nej nie moż­na nicze­go wskrze­sić albo prze­ro­bić. Trze­ba stwo­rzyć par­tię od począt­ku, z ludzi cha­ry­zma­tycz­nych i pomy­sło­wych. A do tego przy­cią­gnąć spe­cja­li­stów od naj­po­trzeb­niej­szych dzie­dzin. W takiej par­tii jest tak­że miej­sce dla obec­nych poli­ty­ków lewi­cy i cen­trum, może tak­że nie­któ­rych ludzi pra­wi­cy. Jed­ną z głów­nych cech tej par­tii było­by nie koja­rze­nie jej z żad­nym innym ugru­po­wa­niem obec­nym i prze­szłym, a przede wszyst­kim brak oce­ny prze­szło­ści i poli­ty­ki histo­rycz­nej. Jest wie­le waż­niej­szych pro­ble­mów do roz­wią­za­nia niż cią­głe zaj­mo­wa­nie się prze­szło­ścią.

Jak myśli­cie? Czy taka for­ma­cja w poli­ty­ce jest obec­nie potrzeb­na? Czy zyska­ła­by popu­lar­ność? A jeśli tak, to czy uda­ło­by się wte­dy coś pozy­tyw­nie zmie­nić w Pol­sce? Zapra­szam do dys­ku­sji w komen­ta­rzach.

Kim jestem?

Zain­spi­ro­wa­ny ostat­ni­mi dys­ku­sja­mi, posta­no­wi­łem uze­wnętrz­nić się tro­chę. A dokład­niej — uze­wnętrz­nić swo­je poglą­dy na kil­ka pod­sta­wo­wych tema­tów.

Posta­ram się okre­ślić, czę­ścio­wo ska­te­go­ry­zo­wać. I cho­ciaż w wie­lu spra­wach musiał­bym się oprzeć na zbio­rach roz­my­tych, to w innych kwe­stiach moje poglą­dy są jed­no­znacz­ne.

Jestem libe­ral­nym lewi­cow­cem, lewi­co­wym libe­ra­łem
Co to ozna­cza? Coś, cze­go w dzi­siej­szej poli­ty­ce tak napraw­dę nie ma. Z jed­nej stro­ny libe­ral­ny sto­su­nek do wol­no­ści poglą­dów (o ile nie gło­szą nie­na­wi­ści i nie są zagro­że­niem dla ludzi), wol­no­ści gospo­dar­czej, a z dru­giej — ochro­na tych, któ­rzy z pew­nych przy­czyn nie mogą być zda­ni tyl­ko na sie­bie.

Jestem wykształ­ciu­chem i łże-eli­tą
Uwa­żam się za oso­bę inte­li­gent­ną, mają­cą swo­je zda­nie i potra­fią­cą to zda­nie uar­gu­men­to­wać. Nie jestem dobrym mate­ria­łem do pra­nia mózgu, gdyż poglą­dy bez argu­men­tów do mnie nie prze­ma­wia­ją. Jestem dum­ny z tego kim jestem, a zawdzię­czam to mię­dzy inny­mi wykształ­ce­niu, śro­do­wi­sku, w któ­rym się obra­cam i tym, jak moje życie się poto­czy­ło.

Jestem oby­wa­te­lem świa­ta
Nie czu­ję się „cho­rym” patrio­tą, któ­re­go wize­ru­nek budu­ją pol­skie śro­do­wi­ska nacjo­na­li­stycz­no-kato­lic­kie. Czu­ję się zwią­za­ny z Pol­ską na swój spo­sób. Wal­czył­bym o nie­pod­le­głość, gdy­by wro­gie mocar­stwo na ten kraj napa­dło. Nie czu­ję się jed­nak kimś lep­szym ze wzglę­du na naro­do­wość. Nie czu­ję się też oby­wa­te­lem kra­ju, któ­ry ma cier­pieć za wszyst­kich, któ­ry roz­pa­mię­tu­je swo­ją „męczeń­ską histo­rię” z dumą i wyż­szo­ścią. Miej­sce, w któ­rym żyję jest zmien­ne, a dom jest tam, gdzie aktu­al­nie prze­by­wam.

Jestem homo­fi­lem
Homo­sek­su­alizm nie jest niczym nowym. Nie jest też cho­ro­bą — raczej czymś natu­ral­nym. Homo­sek­su­ali­sta nie jest gwał­ci­cie­lem, nie upra­wia sek­su na uli­cach, nie pod­ry­wa wszyst­kich dooko­ła. Jest kimś takim jak hete­ro­sek­su­ali­sta. Jego zacho­wa­nie nie odbie­ga od nor­my, po pro­stu kocha oso­bę tej samej płci. W taki sam spo­sób jak hete­ro. Dla­cze­go mam nie­na­wi­dzić lub bać się oso­by homo­sek­su­al­nej? Homo­sek­su­ali­ści nie zro­bi­li mi nic złe­go.

Jestem ate­istą i anty­kle­ry­ka­łem
Nie wie­rzę w żad­ne­go boga, nie wie­rzę w siły nad­przy­ro­dzo­ne. Naj­częst­szym pyta­niem osób wie­rzą­cych jest „sko­ro jesteś ate­istą i nie wie­rzysz w boga, to w co wie­rzysz?”. Wia­ra — czym­kol­wiek by była — nie jest mi do życia potrzeb­na. Czu­ję się szczę­śli­wy bez tego. Nie ozna­cza to jed­nak nego­wa­nia uczuć, czy sfe­ry „ducho­wej”. Dla mnie ta sfe­ra jest czę­ścią psy­chi­ki. Ludz­ka psy­chi­ka jest nie­sa­mo­wi­cie cie­ka­wa, róż­no­rod­na i nie do koń­ca pozna­na. Pozna­wa­nie wła­snej psy­chi­ki jest dla mnie celem życia — celem samym w sobie.

Oprócz tego wszyst­kie­go — jestem czło­wie­kiem, jed­nost­ką, indy­wi­du­al­no­ścią — tak jak każ­dy miesz­ka­niec tej pla­ne­ty. Pew­ne spra­wy da się zaszu­flad­ko­wać, ale na szczę­ście nie wszyst­kie. Bar­dzo lubię dys­ku­sje i nie boję się żad­nych tema­tów. Jeśli chce­cie się o tym prze­ko­nać — pisz­cie 🙂